Filmoteka

aktualności

„Mirai” – świat z perspektywy dziecka

„Mirai” – świat z perspektywy dziecka

„Mirai” to intymna opowieść o rodzącej się zazdrości, która wdziera się w życie 5-letniego Kuna wraz z pojawieniem się w domu młodszej siostry – Mirai. Tym bardziej intymna, bo reżyser oparł jej fabułę na obserwacji zachowania własnego syna. Do rzeczywistości – jak zawsze – wprowadził warstwę magiczną: Kun odkrywa, że w ogrodzie za domem może podróżować w czasie – wyrusza w przyszłość na spotkanie z nastoletnią już Mirai i w przeszłość, gdzie spotyka swoją mamę z czasów dzieciństwa i odkrywa jej równie krnąbrną jak swoja naturę. Spotyka też dziadka, miłośnika motocykli i żołnierza. Dowiaduje się, że rodzinne mity to niekoniecznie tylko opowieści.

Hosoda miesza porządki czasowe, nieoczekiwanie przenosi bohaterów z jednej przestrzeni w drugą, przeplata wytwory wyobraźni z tu i teraz, prowadzi widza przez doświadczenia różnych pokoleń. Reżyser przyznaje, że jego intencją było stworzenie filmu chłonącego to, co dzieje się wokół: japońskie społeczeństwo wydaje się być zaprojektowane dla dorosłych, a Mirai ma przypomnieć o tym, że dzieci też są jego częścią i nie należy o nich zapominać.

Mamoru Hosoda w swoich filmach dzieli rzeczywistość ze światami wyobrażonymi – powracają w nich duchy przeszłości, a granice czasowe nie mają żadnego znaczenia. Za pośrednictwem Mirai reżyser opowiada o dziecięcym świecie zazdrości i poczucia niesprawiedliwości, a także o złości i buncie wobec dorosłych, którzy zapomnieli już, że świat z perspektywy dziecka wygląda zupełnie inaczej. Klasyczna animacja ze współczesną japońską rodziną w tle.

Nowy Jork: zachwyty nad dokumentem „Komunia”

Nowy Jork: zachwyty nad dokumentem „Komunia”

Specjalny seans odbył się w Film Noir Cinema w sobotę. Przybyło nań m.in. kilkoro członków Akademii. „Komunia” znalazła się w kategorii najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny na skróconej liście 15 kandydatów do Oscara.

Dickman w rozmowie z PAP wyraziła nadzieję, że 22 stycznia polski film zostanie wybrany w swej kategorii do piątki, która będzie się ubiegała 24 lutego o złotą statuetkę.

Przypomniała, że w tym roku zgłoszono kandydatury ponad 160 dokumentów. Sukces „Komunii” w następnym etapie zależy, według niej, od tego, jak wielu członków Akademii z grupy wyłaniającej filmy w tej kategorii ją obejrzy.

– Myślę, że ten film jest wspaniały, uczciwy, naturalny i rzeczywiście pokazuje, czym jest życie. Uwielbiam go. Nie wygląda nawet jak dokument, lecz świetnie udramatyzowana fikcja. Aż się wierzyć nie chce, że Anna zdołała z osób nie będących aktorami wydobyć na ekranie tak znakomite efekty wykonawcze. Jest ona niesamowitym filmowcem i wspaniałym obserwatorem życia – powiedziała.

Na promocję swojego dokumentu przyjechała do Nowego Jorku Zamecka. Wcześniej na specjalnych pokazach spotkała się z publicznością w Los Angeles i San Francisco.

– Sprowadzić na pokazy akademików jest bardzo trudno - dostają kopie filmów i mogą sobie je zobaczyć w domu, ale zdarza się, że przychodzą do kina. Najważniejsze jest to, żeby się te pokazy w ogóle odbywały, bo ogląda je bardzo dużo ludzi związanych z filmem i przekazują sobie informacje. Istotne jest, aby się o filmie mówiło – powiedziała realizatorka w rozmowie z PAP.

Zwróciła uwagę, że „Komunia” dostała bardzo dobre recenzje. Jak dodała, zaskoczyło ją to tym bardziej, że na festiwalach amerykańskich nie było dużego zainteresowania tym filmem. Choć odbiór dokumentu w USA uznała ogólnie za dobry.

Film Zameckiej opowiada o losach rozbitej rodziny. Pierwsze skrzypce gra w niej właściwie czternastolatka Ola. Opiekuje się o rok młodszym Nikodemem chorym na autyzm, zabiega o powrót matki i wykonuje większość obowiązków domowych. Wierzy, że do scalenia rodziny przyczyni się uroczystość pierwszej komunii brata.

Pokaz w jedynym w Nowym Jorku – przedstawiającym regularnie polskie produkcje - kinie Film Noir Cinema na Greenpoincie przygotowało w ramach Oskarowej promocji stowarzyszenie Polish Filmmakers NYC (PFNYC).

– Naszej organizacji bardzo zależy na promocji polskiego kina. Współpracowaliśmy z Amazonem z okazji „Zimnej Wojny” Pawła Pawlikowskiego w kinie Film Forum. Od ponad dwóch lat staramy się pokazywać w naszym kinie na Greenpoincie filmy polskie przynajmniej cztery razy w miesiącu – zapewniała PAP prezes PFNYC Agata Drogowska.

Janusz Majewski kończy zdjęcia do „Czarnego mercedesa”

Janusz Majewski kończy zdjęcia do „Czarnego mercedesa”

Czerwiec 1942 roku. W Warszawie dochodzi do tajemniczego morderstwa żony szanowanego adwokata – Karola Holzera (Artur Żmijewski). Sprawę zabójstwa próbuje rozwikłać nadkomisarz Rafał Król (Andrzej Zieliński), funkcjonariusz współpracującej z Niemcami granatowej policji, a jednocześnie zaprzysiężony żołnierz polskiego podziemia.

Tak w zarysie przedstawia się fabuła najnowszego filmu Janusza Majewskiego. Twórca „Zaklętych rewirów”, „C.K. Dezerterów” i „Ekscentryków, czyli po słonecznej stronie ulicy” tym razem przygotowuje film kryminalny z okupacyjną Polską w tle.

– To dla mnie dziwne, że robię film historyczny o czasach, które sam pamiętam – zażartował reżyser, przedstawiając część ekipy pracującej nad filmem.

Jak powiedział, doskonale pamięta realia wojny i okupacji. – Byłem chłopcem, ale kiedy wojna się skończyła, miałem już czternaście lat – powiedział. Do napisania najpierw powieści, a następnie realizacji filmu „Czarny mercedes” skłoniło go przekonanie, że w dotychczas nakręconych polskich filmach o drugiej wojnie światowej przeważa rys martyrologiczny, dominującymi wątkami były zaś: opór wobec Niemców, „działalność podziemia, cierpienie ludności, terror nazistów”. – Pomyślałem, że było to podejście jednostronne. Przecież przez pięć lat wojny – zapamiętałem to z własnego doświadczenia – nie było możliwe wyłącznie żyć w strachu i cierpieć głodu. Żeby przeżyć, trzeba było się starać, by to życie było bardzo normalne – opowiadał.

– Jeśli ludzie w tym czasie kochali się, nienawidzili, zazdrościli sobie, to musiały zdarzać się również morderstwa kryminalne, morderstwa z namiętności, niebędące wynikiem wojny – dodał reżyser. Pisząc powieść, myślał obrazami – „wyobrażałem to sobie bardzo plastycznie, starałem się opisać film, który miałem już w głowie. A teraz, na podstawie książki, robię film prawdziwy.”

Majewski zaznaczył, że pracując nad filmami, stara się otaczać wybitnymi aktorami, których darzy sympatią, ale też młodymi talentami, które mogą stać się jego odkryciem. Spośród aktorów najmłodszego pokolenia w obsadzie znaleźli się m.in. Maria Dębska, odgrywająca postać Żydówki ukrywanej przez Holzera – jej dawnego wykładowcę w Szkole Głównej Handlowej, zasymilowanego Niemca, którego rodzina od czterech pokoleń mieszka w Polsce. Na ekranie pojawi się również 28-letni Aleksandar Milicevic, polsko-serbski aktor wcielający się w postać wysoko postawionego oficera SS. – Życzę im, żeby stało się z nimi tak, jak kiedyś stało się z Markiem Kondratem i Ewa Dałkowską. Takie miałem szczęście, że ich spotkałem, a oni spotkali mnie, i tak się zaczęła ich filmowa kariera – podsumował.

Reżyser podziękował scenografowi Andrzejowi Halińskiemu i autorowi zdjęć Arkowi Tomiakowi. „Choć sam byłem scenografem i studiowałem kiedyś na wydziale operatorskim, mistrzostwa tych panów nie osiągnąłbym nigdy” – powiedział.

Na ekranie pojawi się cała plejada wybitnych nazwisk: Bogusław Linda, Marcel Sabat, Sonia Bohosiewicz, Danuta Stenka, Natalia Rybicka, Izabela Dąbrowska, Andrzej Seweryn, Marian Opania, Wiktor Zborowski, Andrzej Mastalerz, Andrzej Baranowski, Przemysław Bluszcz i Antoni Królikowski. Za montaż odpowiada Milena Fiedler.

Producentem „Czarnego Mercedesa” jest Włodzimierz Niderhaus i Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie.(PAP)

„Złote Taśmy” dla filmów „Zimna wojna”, „Kler” i „Roma”

„Złote Taśmy” dla filmów „Zimna wojna”, „Kler” i „Roma”

Nagrody przyznało w piątek Koło Piśmiennictwa Filmowego Stowarzyszenia Filmowców Polskich – polska sekcja FIPRESCI – Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych (Federation Internationale de la Presse Cinematographique). Wręczenie nagród odbędzie się 18 lutego podczas gali „Złotych Taśm” w Warszawie.

W tym roku „Złote Taśmy” w kategorii film polski otrzymały ex aequo filmy „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego i „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. W kategorii zagranicznej tryumfowała „Roma” Alfonso Cuarona.

Krytycy przyznali także wyróżnienia: w kategorii film polski otrzymały je: „Jak pies z kotem” Janusza Kondratiuka i „Over the Limit” Marty Prus, a w kategorii film zagraniczny: „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa i „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” Martina McDonagha. O przyznanych nagrodach i wyróżnieniach poinformował w piątek PAP Grzegorz Wojtowicz ze Stowarzyszenia Filmowców Polskich.

W ubiegłym roku (za filmy wprowadzone na ekrany polskich kin w 2017 roku) „Złote Taśmy” otrzymały filmy „Dzikie róże” Anny Jadowskiej i „Manchester by the Sea” Kennetha Lonergana. Wyróżnienia otrzymały „Cicha Noc” Piotra Domalewskiego i „Pewnego razu w listopadzie...” Andrzeja Jakimowskiego oraz „Sieranevada” Cristiego Puiu i „Klient” Asghara Farhadiego.

Historia nagród przyznawanych przez polskich krytyków filmowych sięga 1956 roku. Początkowo nosiły one nazwę Syrenki Warszawskiej i przyznawane były w kategoriach najlepszego filmu polskiego, polskiego – krótkometrażowego i zagranicznego. Nagroda krytyków, zrzeszonych wówczas w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich – jak podał Wójtowicz – w krótkim czasie zyskała duży prestiż ze względu na niezależność od politycznej koniunktury.

Po wprowadzeniu stanu wojennego i delegalizacji Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, środowisko krytyków zostało podzielone. Utworzono Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL, które przejęło prawo do przyznawania Syrenki Warszawskiej. Część krytyków przystąpiła do Stowarzyszenia Filmowców Polskich, ustanawiając w 1985 r., jako Samodzielne Koło Piśmiennictwa (dzisiaj Koło Piśmiennictwa), swoją coroczną nagrodę w kategoriach filmu polskiego i zagranicznego.

SFP podkreśla, że wśród laureatów nagrody znajdują się twórcy i dzieła, których wartość artystyczną i podziw kolejnych pokoleń widzów potwierdził czas. Wśród nagrodzonych filmów zagranicznych znajdują się filmy m.in. Ingmara Bergmana, Federico Felliniego, Michelangelo Antonioniego, Luchino Viscontiego, Andrieja Tarkowskiego, Luisa Bunuela, Jiriego Menzla i Petera Weira Z filmów polskich dzieła m.in. Krzysztofa Kieślowskiego, Andrzeja Wajdy, Wojciecha Hasa, Jerzego Skolimowskiego, Krzysztofa Zanussiego, Andrzeja Munka i Kazimierza Kutza.

„Mr. Jones” Holland powalczy o Złotego Niedźwiedzia

„Mr. Jones” Holland powalczy o Złotego Niedźwiedzia

69. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie odbędzie się w dniach 7-17 lutego. „Mr. Jones” Agnieszki Holland to thriller polityczny z Jamesem Nortonem jako walijskim dziennikarzem, który trafia na Ukrainę, gdzie miliony ludzi umierają z głodu, podczas gdy tony zboża sprzedawane są za granicę, by sfinansować proces industrializacji sowieckiego imperium.

Wśród kolejnych filmów, które wezmą udział w konkursie głównym festiwalu znalazły się także: „Di jiu tian chang” reż. Wang Xiaoshuai (Chiny), „Elisa y Marcela” reż. Isabel Coixet (Hiszpania), „Gospod postoi, imeto i' e Petrunija” reż. Teona Strugar Mitevska (Macedonia, Belgia, Słowenia, Chorwacja, Francja), „Marighella” reż. Wagner Moura (Brazylia), „Oendoeg” reż. Wang Quan'an (Mongolia), „The Operative” reż. Yuval Adler (Niemcy, Izrael, Francja, USA), „La paranza dei bambini” reż. Claudio Giovannesi (Włochy), „Systemsprenger” reż. Nora Fingscheidt (Niemcy), „Ut og stjale hester” reż. Hans Petter Moland (Norwegia, Szwecja, Dania) i „Varda par Agnes” reż. Agnes Varda (Francja).

Gareth Jones (1905-35) był niezależnym walijskim dziennikarzem. W 1933 r. opisał swoje spotkanie z Adolfem Hitlerem na pokładzie samolotu nowego kanclerza Niemiec. Wiosną tego samego roku przyjechał do Moskwy, a stamtąd fortelem przedostał się na Ukrainę. W czasie podróży był świadkiem niewyobrażalnych okrucieństw, obserwował wyludnione gospodarstwa i rozmawiał z mieszkańcami – często słyszał od ludzi, że czekają na śmierć.

Po powrocie do Londynu publikował artykuły o Wielkim Głodzie, jednak jego relacje były dyskredytowane i podważane przez zachodnich dziennikarzy, w tym przez Waltera Duranty’ego, który napisał artykuł „Głodu nie ma”. W 1935 r. Jones pojechał na teren Mandżurii, tam został uprowadzony przez bandytów i zamordowany.

Nagrody BAFTA: cztery nominacje dla „Zimnej wojny”

Nagrody BAFTA: cztery nominacje dla „Zimnej wojny”

Film był najważniejszym triumfatorem Europejskich Nagród Filmowych (EFA) i jest polskim kandydatem do Oscara. Autorami scenariusza do filmu są Paweł Pawlikowski i Janusz Głowacki. Za zdjęcia odpowiada Łukasz Żal.

Głównymi bohaterami „Zimnej wojny” są Zula i Wiktor (w ich rolach Joanna Kulig i Tomasz Kot), młoda dziewczyna szukająca szczęścia w powstającym zespole Mazurek (bliskim polskiemu Mazowszu) i dojrzały mężczyzna, pianista, jej instruktor.

Film jest opowieścią opartą na polskiej muzyce ludowej, z jazzem i piosenkami paryskich barów minionego wieku w tle, o miłości dwójki ludzi, którzy nie umieją żyć bez siebie, ale też nie potrafią być razem. Akcja melodramatu rozgrywa się w latach 50. i 60. ub. wieku m.in. w Polsce, Berlinie, Jugosławii i Paryżu.

– „Zimna wojna” to poruszająca historia dwojga ludzi. Widziałem film dwa razy i wciąż zachwyca mnie jego wielowymiarowość i bogactwo – powiedział PAP brytyjski dziennikarz, prezenter i autor popularnych programów dla BBC Michael Mosley.

Mosley od lat przyjaźni się z Pawłem Pawlikowskim. Dla PAP-u skomentował sukces „Zimnej wojny” przy okazji nominacji do EFA. „Przyjaźnimy się z Pawłem, odkąd dołączyliśmy do BBC w 1985 roku. Pawlikowski zdobywał najpierw liczne nagrody jako twórca filmów dokumentalnych, potem zajął się kinem fabularnym. Paweł ma ciepłe i otwarte usposobienie, a także wspaniałe poczucie humoru, którego ślady można odnaleźć w jego filmach” – powiedział PAP.

– Jego ambicją nigdy nie było zostanie gwiazdą Hollywood. Chciał po prostu robić filmy, które odzwierciedlają jego osobiste wizje. Moim zdaniem „Zimna wojna” jest jak dotąd jednym z jego najlepszych dzieł. To piękna i głęboko poruszająca historia dwojga ludzi, którzy nie mogą żyć razem, ale nie mogą także żyć bez siebie. Widziałem film dwa razy i wciąż zachwyca mnie jego wielowymiarowość i bogactwo – dodał Mosley.

W kategorii najlepszy film nominacje do BAFTA otrzymały: „Czarne bractwo. BlacKkKlansman” Spike'a Lee, „Faworyta” Yorgosa Lanthimosa, „Green Book” Petera Farrelly'ego, „Roma” Alfonso Cuaróna oraz „Narodziny gwiazdy” Bradleya Coopera.

Nagrody zostaną przyznane po raz 72. w Londynie 10 lutego.

Prestiżowa nominacja dla Łukasza Żala za „Zimną wojnę”

Prestiżowa nominacja dla Łukasza Żala za „Zimną wojnę”

Żal, który jest operatorem filmowym, powalczy o nagrodę z Alfonso Cuaronem (reżyserem, autorem scenariusza, a także autorem zdjęć do filmu „Roma”), Matthew Labatikiem („Narodziny gwiazdy”), Robbiem Ryanem („Faworyta”) i Linusem Sandgrenem („Pierwszy człowiek”).

Nagroda ASC to jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień operatorskich na świecie. Jest przyznawana od 1987 r. W poprzednich latach otrzymywali ją m.in. Roger Deakins („Blade Runner. 2049”, „Skyfall”), Emmanuel Lubezki („Zjawa”, „Birdman”, „Grawitacja”, „Drzewo życia”) czy Wally Pfister („Incepcja”).

Dotychczas żaden z Polaków nie otrzymał Nagrody ASC za najlepsze zdjęcia w filmie kinowym. Szansę mieli Janusz Kamiński (sześciokrotnie: „Most szpiegów”, „Lincoln”, „Motyl i Skafander”, „Szeregowiec Ryan”, „Amistad”, „Lista Schindlera”), Paweł Edelman (dwukrotnie: „Ray”, „Pianista”) i Dariusz Wolski („Karmazynowy przypływ”).

W 2014 r. Łukasz Żal otrzymał ASC Spotlight Award za zdjęcia do „Idy”, nagrodę, która ma na celu promocję filmów o wysokich walorach estetycznych, które nie miały szerokiej dystrybucji kinowej w Stanach Zjednoczonych (przed przyznaniem nagrody).

Powstały w koprodukcji polsko-brytyjsko-francuskiej film „Zimna wojna” w reż. Pawła Pawlikowskiego opowiada o miłości dwojga ludzi, którzy nie umieją żyć bez siebie, ale też nie potrafią być razem. Melodramat o młodej dziewczynie szukającej szczęścia w powstającym zespole Mazurek i dojrzałym pianiście, jej instruktorze, oparty jest na polskiej muzyce ludowej, z jazzem i piosenkami paryskich barów minionego wieku w tle. Akcja filmu rozgrywa się w latach 50. i 60. ub. wieku m.in. w Polsce, Berlinie, Jugosławii i Paryżu.

„Zimna wojna” znalazła się m.in. na shortliście do Oscarów.

„Anioł” – śmierć o cherubinowym wyglądzie

„Anioł” – śmierć o cherubinowym wyglądzie

Wibrujące rock-n-rollem Buenos Aires, lata 70-te. 17-letni Carlito (Lorenzo Ferro) o twarzy anioła przemierza ulice, jakby należały do niego. Od najmłodszych lat wykorzystuje wszelkie okazje by kraść. To fascynacja, której nie chce się oprzeć. Kiedy spotyka charyzmatycznego przestępcę Ramona (Chino Darín), do głosu dochodzi ciemna strona jego natury. Za niewinnym wyglądem Carlita kryje się brutalna dusza.

Fabularyzowany portret Carlosa Robledo Pucha, prawdziwego argentyńskiego seryjnego mordercy, którego prasa nazwał „Aniołem śmierci” z powodu jego cherubinowego wyglądu. Młody człowiek ze złotymi lokami i śmiercionośnym celem został aresztowany w 1972 roku, mając zaledwie 20 lat, z 11 zabójstwami i ponad 40 kradzieżami na swoje nazwisko.

„Arktyka” – lodowaty i zmysłowy thriller

„Arktyka” – lodowaty i zmysłowy thriller

W środku arktycznej tundry dochodzi do katastrofy. Rozbija się samolot z jedynym pasażerem. Samotny podróżnik wyciąga ze zrujnowanej maszyny wszystko co może być potrzebne i rusza przed siebie, ale mimo swoich najlepszych starań, jałowy krajobraz oferuje niewielką nadzieję na ratunek. W minimalistycznej i lodowatej scenerii Arktyki obserwujemy całkowitą obojętność dzikiej natury dla ludzkiej egzystencji i wolę niezłomnego ludzkiego ducha, by przetrwać mimo wszystko.

W tej głęboko wciągającej i trzymającej w napięciu historii zobaczymy jednego z najbardziej utalentowanych i cenionych duńskich aktorów, zdobywcę Złotej Palmy, Madsa Mikkelsena. Mikkelsen po raz kolejny udowodnił, że potrafi stworzyć wiarygodną postać, nawet w tak surowym i jednocześnie zmysłowym thrillerze. Reżyserem filmu i współscenarzystą jest Joe Penna.

Film nagrodzono dziesięciominutową owacją na stojąco na premierze filmu podczas festiwalu w Cannes.

„Samui Song” – ironia w stylu Hitchcocka

„Samui Song” – ironia w stylu Hitchcocka

Viyada, trzydziestoletnia aktorka popularnych seriali, specjalizuje się w rolach czarnych charakterów. Jej życie prywatne także coraz bardziej przypomina filmową intrygę: kobieta tkwi w chłodnym małżeństwie z bogatym obcokrajowcem, niespełnionym rzeźbiarzem, coraz silniej angażującym się w religijny ruch pod przewodnictwem surowego guru. Bohaterka zmuszona będzie sięgnąć po drastyczne środki, by wydostać się z coraz bardziej opresyjnej sytuacji.

Błyskotliwie poprowadzona, pełna napięcia narracja prowadzi widza w psychologiczny dramat z freudowskim zacięciem. Stylowe, chłodne zdjęcia kontrastują ze skrywanym głęboko kłębowiskiem emocji, które musi w końcu wybuchnąć. Reżyser nie kryje hitchcockowskich inspiracji, jednak jego opowieść o mrocznej seksualności, przybieraniu masek w najbliższych relacjach oraz instytucjach czerpiących zyski z duchowych poszukiwań okazuje się współczesna i uniwersalna. Ironiczny czarny kryminał staje się krytyką (nie tylko tajskiego) społeczeństwa.

Film wyreżyserowany przez jednego z najbardziej znanych i cenionych twórców tajskiego kina, Pen-eka Ratanaruanga, autora m.in. „Ostatniego życia we wszechświecie” czy „Nimfy”.